Schudłam?


Dieta South Beach / piątek, Czerwiec 9th, 2017

POST PISANY 06.06.2017

Nie pisałam o swoim odchudzaniu, bo żadnego odchudzania nie było. Do wyjazdu nad morze zostało 11dni a ja jak miałam nadwagę, tak mam. Zostało mi niespełna 2tygodnie i znalazłam dietę ostatniej szansy, dieta South Beach. Podobno w pierwszej fazie można schudnąć nawet 6kg. Na 6 nie liczę, ale może choć 4kg. I liczę na to, że taki spadek da mi kopa do dalszego działania. Do tej pory sama nazwa tej diety mnie odstraszała, w ogóle nie zagłębiałam się w nią. Myślałam, że to jest dieta bogatych kobiet, modelek, aktorek i że je się tylko grejpfruta, ewentualnie liść sałaty. Sama nie wiem jak na nią wpadłam właśnie teraz i dlaczego pochyliłam się nad tą dietą. Wydaje się smaczna i rozsądna :)

Mam słabą silną wolę… Podjadam słodycze, realizuje swoje jedzeniowe zachcianki. Czy to fast food, czy czekoladowe ciastka, słone paluszki, nie odmawiam sobie niczego.

Ale to nie mój jedyny problem. Praktycznie od 2013r roku, moim podstawowym pieczywem był chleb razowy. Jadałam go ze smakiem, czułam się zdrowo najedzona. Smakował mi także z dżemem. Oczywiście od czasu do czasu, najczęściej podczas weekendowych wspólnych, rodzinnych śniadań jadałam białe bułeczki ale potem bez sentymentu wracałam do naprawdę ulubionego razowego… Od jakiegoś czasu odszedł mi. Może nawet nie przestał mi smakować ale jakoś mi „nie wchodzi”. Wybieram chleb pszenny. Nie mogę sobie z tym zupełnie poradzić.

Nie mam natomiast problemu z odmówieniem sobie ryżu czy makaronu. Ziemniaki jadamy rzadko, łatwiej ugotować ryż ;) Ale oczywiście uwielbiam kartofle, wszelkiego rodzaju kluchy śląskie czy kopytka. I jak na obiad mają być właśnie takie kluchy, to zjadam ich ogromne ilości a po obiedzie dojadam jeszcze zimne, z gara. Jednakże ostatnio na obiad najchętniej jadam mięso i warzywa, jakoś samo z siebie tak wychodzi. Wyjątkiem jest ewentualnie spaghetti, wtedy makaronu zjem pewnie prawie pół opakowania… Tego mogę zjeść naprawdę bardzo dużo!

Kilkukrotnie próbowałam dietę dr Dąbrowskiej ale na tej diecie dostaje depresji :( Ja muszę mieć mieć smaczne posiłki, jeśli wiem, że nie zjem nic smacznego, to zwyczajnie robi mi się smutno i wszystkiego odechciewa. Próbowałam parę razy i to dieta nie dla mnie. Jeśli ratowanie zdrowia kiedyś zmusi mnie do przejścia tej diety, spróbuję jeszcze raz. Teraz wiem, że nie dam rady.

Wydaje mi się, że nośnikiem smaku jest tłuszcz. Na diecie SB można go używać. W I fazie można spożywać chude mięso, dużo warzyw, jajka, trochę nabiału oraz tłuszcz właśnie. Nie liczy się kalorii, je się około 6 posiłków i jest duży wybór produktów dozwolonych. Myślę sobie, może to dieta dla mnie… Muszę spróbować.

Pozdrawiam,

Marta