W domu z dziećmi


Osobiste / poniedziałek, Sierpień 21st, 2017

Ich jest dwóch. Tablica do rysowania jest jedna… Narysowana przeze mnie podziałka nie zdaje egzaminu.

Karol chce rysować na połowie Kuby… A Kuba chce rysować tą kredą, którą rysuje Karol. Powodem do kłótni jest także, jedna gąbka do wycierania. Gąbka w postaci zwilżonej skarpety… Można by im dać dwie skarpety. Ale po co. Muszą się nauczyć działać w tej małej dwuosobowej grupie i muszą nauczyć się dzielić tą jedną mokrą gąbko-skarpetą. A i kredy jest za mało. Jedno opakowanie, połamanych (czyli pomnożonych przez co najmniej 2) kredek to za mało na dwóch braci :)

Generalnie widać, że się lubią. Lubią się także ze sobą bawić… I wtedy jest głośno. Bardzo GŁOŚNO… Biegają z kuchni do pokoju, z pokoju do kuchni… I wtedy tak, wtedy jest mi ciężko. Głowa pęka, w głowie dudni… Krzyk, wrzask, świetna zabawa… Oni naprawdę świetnie się ze sobą bawią. Ale dla mnie ta zabawa jest uciążliwa…

Cieszy mnie, bardzo mnie cieszy kiedy bawią się razem. Kiedy jeden pyta o drugiego. Czy mogę narzekać, że dwoje braci się lubi i bawi się ze sobą?

Obaj są kochani, cudowni, wspaniali. Mądrzy.

Kubuś, czterolatek, potrafi być słodkim dużym malutkim. Przysuwa się do mnie, mówi spokojnym, poważnym głosem: „Mama, wiesz jak chce się jechać autobusem, to trzeba skasować bilet” „Mama, tak nie wolno. Nie możesz zjeść wszystkich malin. Musisz zostawić dla Kubusia” (grożąc mi przy tym paluszkiem).

Karolek, dwulatek. W swoim drewnianym wózeczku ma szyszki. Upiera się, że tych 10 szyszek jest 7. „Nie, SIEDEM!” Najwyraźniejsze słowo jakie potrafi powiedzieć. W ogóle umie liczyć do siedmiu, wszystkiego zawsze jest albo DEN (czyli jeden) albo SIEDEM. „Mama, choś! Mama, choś!”, więc co mama ma zrobić, mama idzie :)

Siedzę w domu z dziećmi, bo ja tego chcę. O ile jest mi wygodniej być na wychowawczym, niż odprowadzać dzieci do żłobka, do przedszkola a potem jeszcze iść do pracy. A potem na zwolnienie, bo przecież Oni zaraz się przeziębią. Będą kasłać, kichać. Będą im gluty z nosa leciały. MI, łatwiej jest nie pracować.

Mi nie brakuje pracy. Nie brakuje  mi stania w korkach. Nie brakuje mi marznięcia na przystanku. Spełniania oczekiwań pracodawcy też mi nie brakuję.

Jestem na urlopie wychowawczym, bo chcę. Jestem zatrudniona w takiej firmie, która nie przeszkadza kobietom w pójściu na macierzyński czy wychowawczy. Co oni (one) tam gadają między sobą, to nie wiem ale mam ten LUKSUS, że pracodawca przestrzega kodeksu pracy i ja MOGĘ korzystać ze swoich praw.

Podsumowując, czasami ściany walą się na głowę ale nie mogę narzekać na to, że MAM WARUNKI do bycia na urlopie wychowawczym. Że mam możliwość spędzania czasu z moimi dziećmi, dziećmi które chciałam, które mnie potrzebują. Których ja potrzebuję.

I jak to zwykle bywa, Karol właśnie płacze i krzyczy: Brum, brum, moje! Bo Kuba zabrał mu zabawkę.

Cóż, zaraz się pogodzą… Idziem na dwór w ten pochmurny dzień, ostudzimy emocje :)